Pik.
Pik.
Pik.
Cholera.
Pik.
Pik.
Pik.
Ale to wkurza.
Pik.
Pik.
Pik.
Czy ja jestem w niebie?
Pik.
Nie, raczej nie. W niebie nie byłoby takiego upierdliwego dźwięku.
Pik.
Chyba, że jestem w piekle.
Z trudem rozkleiłam powieki i zamrugałam kilkukrotnie. Ja pierdziele, ale tu jasno. Kosmyk włosów wpadł mi do oka, a ja syknęłam z bólu, gdy nieświadomie uniosłam dłoń by go poprawić. Auć. Nie, zdecydowanie żyję. Nawet w piekle by mnie tak nie torturowali. W końcu otworzyłam oczy, pozostawiając je jednak przymrużone.
- Daj spokój, kochanieńka. Nie wolno ci się ruszać. - rzucił ciepły, kobiecy głos. Pochylała się nade mną pulchna, dojrzała dziewczyna.
- Niech mnie pani odłączy od tych rurek. Proszę. - wymamrotałam z trudem.
- Nie mogę, kochanie. Ptaszeńku, bez aparatury długo nie pożyjesz. Widzę, że masz troszkę siły. - znów ten pełen litości uśmiech. Nienawidzę jej.
- Mam. Ile czasu tu leżę? - mruknęłam z niezadowoleniem.
- Dziewięć dni. Baliśmy się, że już się nie obudzisz, Kwiatuszku. - o mój Boże. Dziewięć dni.
Całe moje życie legło w gruzach. Dziewięć dni. Dwa dni temu One Direction wyjechało z Polski. To koniec. K-O-N-I-E-C. - Ale może chciałabyś porozmawiać ze swoimi gośćmi?
O MÓJ BOŻE. Może zostali?
Ta, jasne.
Boże. Czy ja właśnie POWIEDZIAŁAM coś do siebie?
Nie, idiotko. Ja też tu jestem.
CO?
Ja. Melanie.
WYNOŚ SIĘ Z MOJEJ GŁOWY!
Nie mogę. Jestem jej częścią.
Jęknęłam, podnosząc się na poduszkach. Pielęgniarka od razu rzuciła się, by mi pomóc, ale odtrąciłam jej rękę.
- Poradzę. Sobie. - wystękałam, mierząc ją gniewnym spojrzeniem.
Daj jej spokój. Chce tylko pomóc.
Ta, jasne. Czym jesteś?
Raczej "kim". Jestem Melanie. Melanie Smith. Mówiłam Ci.
Jesteś...
Czy jestem człowiekiem? Jestem Twoją świadomością. Ja TEŻ mam coś do powiedzenia.
To znaczy?
Wiem, że i tak chcesz mnie stąd wyrzucić...
NO CO TY. Oby tylko wyrzucić. Módl się o to.
...ale podczas upadku uderzyłaś się mocno w głowę i...
Próbujesz mi wytłumaczyć, że jestem świrem?!
Nie. Nie jesteś. Jesteś wyjątkowa.
Spierd*laj z mojej głowy, szm*to!
- Słucham?! - wrzasnęła oburzona pielęgniarka. Czy powiedziałam to na głos?!
- Mówiłam, że możesz wprowadzić gości. - powiedziałam dziwnym, kojącym wręcz głosem.
O BOŻE.
BOŻE.
PRZECIEŻ JA TEGO NIE POWIEDZIAŁAM.
Oczywiście, że nie. Nie mam zamiaru słuchać, jak obrażasz niewinną kobietę!
To byłaś TY?! Mówiłam ci coś. Sio.
Już sobie idę. Myślałam, że mamy podobne charaktery, ale jednak...
Nie ma cię tu. To tylko chory sen.
Poprawiłam lekko poduszkę.
Do pokoju wtargnęło żółte światło, a wraz z nim...
- Mama. - wyjęczałam cicho. Kobieta podbiegła do mojego łóżka, po czym zawisła nad nim, zastanawiając się nad czymś. W końcu westchnęła tylko i chwyciła mnie za czoło.
- Cześć, Słoneczko. Zostawić cię samą, to już naprawdę... - mruknęła, głaszcząc mnie zimnymi palcami.
- Mamo, co z tatą? Co z Julią, Olgą? Gdzie one są? Gdzie ciocia? - zapytałam, nie zważając na nieco przerażoną minę rodzicielki.
- Z tatą w porządku. Coraz lepiej. Jest już tutaj. Julia i Olga... Ciocia strasznie się o ciebie martwi.
- A Julka? Olga? - wymamrotałam. Mama spojrzała w innym kierunku. Poczułam nieprzyjemne mrowienie na karku. - Mamo...
- Wyjechały. - jej usta zacisnęły się w cienką kreskę. Poczułam, że mimo popękanych żeber mięśnie pod nimi napinają się.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ciocia pozwoliła im wyjechać z tymi chłopcami. - och. A więc chociaż one spełnił swoje marzenia. Świetny koniec opowieści. Dwie z trzech dziewczyn zakochują się ze wzajemnością. Trzecia zostaje na zawsze sama. No po prostu idealnie.
Chyba dla Szekspira.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie znoszę tego głosiku w głowie, ale teraz mówi słusznie. Jeszcze raz spojrzałam na mamę. Znowu zagryzała wargę. Zmarszczyłam brwi.
Au!
Ciebie też boli?!
Wyobraź sobie, że czuję dokładnie to, co ty.
Wyczułam nutkę sarkazmu, po czym uśmiechnęłam się lekko.
- Jest coś jeszcze? - mruknęłam. Kobieta podniosła zdenerwowany wzrok znad zegarka.
- Muszę... Muszę już iść. Spóźnię się na samolot.
Kłamstwo.
Po raz pierwszy mogłam się zgodzić z TYM.
- Och.
- Ale nie martw się, słońce. Ci dwaj mili chłopcy zaproponowali, że dotrzymają ci towarzystwa. - zerknęłam na nią z niepokojem. O boże. Jacyś pedofile. No po prostu bosko. Podciągnęłam pościel pod nos. Mama podniosła się z uroczym uśmieszkiem, i dokładnie w tym momencie otworzyły się drzwi.
Usłyszałam, że aparatura, o której byłam podłączona, zaczęła pikać w oszałamiająco szybkim tempie.
Wszędzie rozpoznałabym tę blond czuprynę i brązowe loki.
Informacja od autorki
Rozdział krótki. Wiem. Co poradzić - chwilowy brak weny. Zapraszam, jak zwykle, do komentowania! Ach tak, zapomniałam. Blog ma współautorkę. Ma na imię Laura i jest naprawdę urocza. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu tak samo, jak mi <3. Kocham Was!
<3
OdpowiedzUsuńW wolnym czasie zapraszam do mnie http://normally-started-with-1d.blogspot.com/ dopiero zaczynam :)
Jezu zajebisty błagam pisz szybko nexty proszę !!W wolnej chwili zapraszam do mnie http://1d-moja-historia2.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńKiedy next ?
OdpowiedzUsuń