wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział IV

Nie mogłam uwierzyć, że właśnie spełniają się wszystkie moje marzenia. Ja, zwykła, zapomniana dziewczyneczka z Polski. Z POLSKI, nie z Anglii, Irlandii czy USA. Ja.
Korytarze hotelowe były niesamowicie podświetlone. Wyglądało to pięknie. Jak w jakiejś baśni. Parę razy natknęliśmy się na ochroniarza. Liam miał funkcję "zagadywacza", podczas gdy my bawiliśmy się w uciekinierów. W końcu dotarliśmy pod drzwi pokoju... 113. Niall uśmiechnął się szeroko.
 - Panie przodem. - mruknął, otwierają "tajemne wrota".
To było za wiele. Ogromnych rozmiarów, cudowna, jedyna w swoim rodzaju sala kinowa. Była naprawdę wielka. Zaczęłam liczyć.
Trzy...
Dziesięć...
Piętnaście...
Dwadzieścia jeden...
Pięćdziesiąt dwa.
W pokoju były pięćdziesiąt dwa RZĘDY krzeseł kinowych. Nie panując nad sobą, rzuciłam się w objęcia najbliżej stojącego chłopaka.
 - O mój boże, jesteście wspaniali, niesamowici, nie mogę uwierzyć, że jestem tu z wami... Jestem... najszczęśliwszą osobą na Ziemi! - krzyknęłam przez łzy, sprawiając, że koszulka któregoś z chłopaków namokła. W końcu udało mi się opanować i spojrzałam w górę.
Harry.
Cholera. Dlaczego zawsze trafia na Harry'ego?!
- Jesteś... Dość niezwykłą osobą. - szepnął lekko zaskoczony, zachrypnięty głos mego idola.
- Nie. To TY jesteś niezwykły. Ja jestem tylko jedną z biliona fanek. - mruknęłam, uświadamiając sobie ponownie tę straszną prawdę. Teraz się widzimy. Teraz rozmawiamy. A później? Dla NAS nie ma żadnego "później". Nie ma przyszłości...
- Nieprawda. Nigdy o Tobie nie zapomnę, Kalino. A... Mogę na Ciebie mówić: Darcy? Uwielbiam to imię. - zawahał się. Jest taki piękny, kiedy się waha...
- Jasne. - wykrztusiłam marnie, bo tylko na tyle mogłam się zmusić. Hazza spojrzał na mnie, a jego zielone (kocham ten odcień!) oczy lekko rozbłysły.
- Dzięki. Jesteś naprawdę... Niewiarygodna. Nie wiedziałem, że w Polsce mamy tak wielu fanów...
- To nie fani. To moja rodzina. To Directioners. - wtrąciłam, zanim zdołałam ugryźć się w język. Ojć. Loczek skomentował to perlistym chichotem.
- Emmm... Sorry, że przeszkadzam... Ale niektórzy CHCĄ OGLĄDAĆ FILM. - krzyknął Zayn, pokazując Stylesowi środkowy palec. Wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. Moja kochana piątka idiotów. Nasza. Harry chwycił mnie za rękę i poprowadził do ostatniego rzędu. Przez chwilę nie mogłam oddychać. W znanym  przeze mnie kinie na końcu siadały słodkie parki, które ciągle się do siebie śliniły. Ewentualnie gimbusy, którzy nie wytrzymywali godziny czy dwóch i palili z tyłu sali. Wzięłam jednak głęboki wdech i ruszyłam za moim idolem.
Usiedliśmy, nadal trzymając się za ręce. JA TRZYMAM WŁAŚNIE HARRY'EGO STYLESA, A ON UŚMIECHA SIĘ DO MNIE. JESTEŚMY W HOTELU, W SALI KINOWEJ NALEŻĄCEJ DO 1D. O BOŻE.
 - Widziałaś może tytuł filmu? - zapytał się nagle Curly. Pokręciłam z uśmiechem głową.
- Nie. - wyszeptałam, bo Niall już spojrzał się niebezpiecznie. - A po co ci wiedzieć?
- Chłopaki na stówę mnie potem z niego przepytają. - Hazza wzniósł oczy do góry.
- CIIIIII!!!! KEVIN SIĘ POGNIEWA! - wrzasnął Louis. Wszyscy znieruchomieli. - No co? To, że mam chandrę i jestem załamany nerwowo, nie oznacza, że nie jestem tu duchem. OTÓŻ JESTEM HARRY, KOTKU. I NIE PODOBA MI SIĘ TO, W JAKI SPOSÓB ROZMAWIASZ Z TĄ DZIEWCZYNĄ. ZAKLEPAŁEM JĄ PIERWSZY! - udał obrażonego, a wszyscy ryknęli śmiechem. Olga nie mogła odwrócić od niego swoich oczu. Przygryzłam wargę.
 - Ej, chłopcy, bo jeszcze się zarumienię! - mruknęłam ponętnie. Harry wyszczerzył ząbki, błyskając równocześnie zielonymi oczyma.
 - Lou, skarbie najdroższy, przecież wiesz, że to ty jesteś moją prawdziwą i jedyną miłością...! - wymamrotał kojąco Hazza, podchodząc do Louisa. Z lekkim przerażeniem patrzyłam, jak siada mu na kolanach i ociera się nosem o nos.
 - Nialler, oni tak zawsze...?
- HAHAHAHAHA co HAHAHAA to takie śmieszne! - no tak. Mogłam to przewidzieć. Niall zwijający się ze śmiechu na podłodze. Świetnie. Julia wyglądała na wniebowziętą.
- Emmm... Może... Może pójdziemy do pokoju? - zaproponowała cicho Olga. Louis zareagował natychmiast.
- Och, moja księżniczka chce do pokoju? Już się robi! - wykrzyknął, po czym porwał zdezorientowaną dziewczynę na ręce i wybiegł z sali kinowej. Usłyszałam za sobą cichy chichot.
- Miałem nadzieję, że zadziała. Udało się.
- Chwilę. To ty nie...
- Chciałem, żeby na moment zapomniał o El.
- Myślę, że jesteś kochany. - szepnęłam. Nagle zorientowałam się, że w pokoju zostaliśmy już tylko my. Niepewnie wspięłam się na palce i cmoknęłam Hazzę w policzek.
***
- Jak jeździsz, baranie?!
- Tommo, chłopie, skoro ja jestem baranem, to ty osłem!
- Styles, nie mogę uwierzyć, że jesteś takim palantem!
- HAHAHAHA
- Horan, zamknij się i dokończ tą bułkę, a nie, że mi na pada plujesz.
- Zen, ty potrafisz sklecić jakieś normalne zdanie!
- Co kur*a?!
- Chłopcy...! - ostry głos Julii przedarł się przez ogromny hałas. - Nie słyszycie, że Darcy dzwoni telefon?! - to wystarczyło. Zapadła nagła cisza. Jedynym dźwiękiem były tylko odgłosy z gry.
- Dzięki. - mruknęłam, po czym spojrzałam na ekran komórki. Mama. O nie, będą kłopoty. Pewnie ciocia naskarżyła, że coś późno nie wracamy...
Ja: Halo?
Mama: Kalina?
J: Da... Tak, Kalina.
M: Świetnie. 
J: Mamo, co się dzieje? Gdzie jesteś? Okropnie drży ci głos. Napij się wody, bo herbata wysuszy gardło... Broń boże coli nie pij. To już zupełnie...
M: Kalina!
J: Słucham...?
M: Tata...
J: Co "tata"?
M: Dostałam wiadomość, że tata jest ciężko ranny. To stało się przy budowie jakiejś maszyny. Oczywiście, jak to on, nie był zabezpieczony...
J: Czy on...?
M: Jeszcze żyje. Ale ledwo. Słuchaj skarbie, jadę do USA. Na leczenie. Przykro mi, ale musisz zostać z ciotką w Warszawie. Takie życie, słonko. Wytrzymasz, prawda?
J: Kocham cię, mamo.
M: Ja też cię kocham. Ciuchy podeślemy pocztą. Trochę tam pomieszkasz. Julka zostanie z tobą, rozmawiałam z ciocią. Jedzie ze mną, tak w ogóle. Pozdrów wszystkich. Mam nadzieję, że nie marzniesz pod hotelem. Pa, skarbie!
J: Pa...

Komórka zjechała mi wzdłuż szyi i na pewno wyleciałaby z ręki, gdyby w ostatnim momencie nie chwycił jej Harry. Spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem... Ale nie potrafiłam się uśmiechnąć. Nikomu nic nie mówiąc, wstałam z kanapy i wybiegłam z pokoju. Usłyszałam za mną ciche kroki. Mogłam się domyśleć, że mnie nie zostawi. Prychnęłam pod nosem.
Świetnie. Genialny sen Darcy, pogratulować.
Nie wierzyłam w to, że tata... Mój tata... I że mnie zostawili. W obcym miejscu. Z obcą kobietą.
Nie pomyślałam o chłopcach. O moich idiotach. Może dlatego, że sama jestem debilką.
Po prostu skoczyłam.
Z balkonu.
Z czwartego piętra.
Ostatnim, co usłyszałam, był krzyk rozpaczy.
Krzyczał mój Anioł.
***
No i jak wam się podoba? ;-) Sorki, że rozdział dopiero teraz. Miałam kompletny brak weny. :-( W tym rozdziale dużo się działo... Piszcie w komentarzach, czy może być. Przyjmuję krytykę, spokojnie. Nie gryzę xd. Dzięki za to, że jesteście. Kocham Was! xx

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział III

Autografy od chłopaków były moją zachcianką od... Od zawsze. Zawsze chciałam bliżej przyjrzeć się bladej twarzy Harry'ego, niesamowitym oczom Nialla, szerokiemu uśmiechowi Louisa, czarującym włosom Zayna i, rzecz jasna, uspokajającym dłoniom Liama.
O mój Boże. Robię się jakąś psycholką.
 Nie mówiłam nic, gdy chłopcy oprowadzali nas po hotelu. No tak, mogłam się domyślać. Wielka sala kinowa, bar, restauracja, basem kryty i otwarty, ogromny ogród, pełen kwiatów i barw, ze śliczną, białą altanką pośrodku. Zrobiło mi się słabo, gdy weszliśmy do przytulnego pokoju muzycznego.
Były tam czerwone, skórzane pufy, kanapy, a także niezmiernie wygodne fotele. Na ścianach poobklejanych plakatami wisiały wszystkie te gitary, o których zawsze marzyłam.
Jednak nie to spowodowało, że ugięły się pode mną nogi.
Na środku sali stał piękny, czarny fortepian, lśniący nowością. Przymocowany był do niego mikrofon, ten, o który błagałam rodziców, a okazał się za drogi.
Całkiem nieświadoma tego, co robię, podeszłam do instrumentu i delikatnie dotknęłam jednego z klawiszy. Obróciłam się na pięcie i rozejrzałam.
Chłopcy zajęci byli pokazywaniem Julce i Oldze chwytów gitarowych. Julia gapiła się natarczywie na Nialla, a kiedy on na nią spojrzał, natychmiast odwróciła wzrok. Uśmiechnął się czarująco, chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie.
Muszę przyznać, że była to świetna strategia.
Zachwycona, postanowiłam wykorzystać ją na Harrym. Bez trudu znalazłam go stojącego wśród morza mikrofonów. Był sam.
Nagle, ni stąd, ni zowąd, napotkałam jego spojrzenie. Doskonale! Teraz tylko udam zawstydzoną i...
No tak. Gdybym tylko mogła odwrócić wzrok, byłoby świetnie. Cholera. Dlaczego te jego oczyska są tak wciągające?!
 - Grasz? - Loczek machnął głową w stronę fortepianu. Otworzyłam usta, a potem natychmiast je zamknęłam. Musiałam wyglądać jak ryba, ale trudno.
 - Chodziłam do szkoły muzycznej. - mruknęłam, zachrypniętym z emocji głosem. Harry uśmiechnął się lekko. Najwyraźniej przyzwyczaił się do tego typu zachowania.
- Naprawdę? A... Śpiewać też umiesz? - zapytaj melodyjnie. Zaschło mi w gardle. I co powiedzieć? W końcu zdobyłam się na słabe: "trochę", po czym spłonęłam rumieńcem.
- Czy chciałabyś... Czy MOGŁABYŚ... Nam coś zagrać? Jeśli wolisz, możesz śpiewać. - szepnął Harry, nachylając się ku mnie. Po karku przebiegły mi nieprzyjemne dreszcze.
- O, albo zaśpiewać i zagrać! - wrzasnął uradowany Niall, puszczając na chwilę Julię, która zatoczyła się lekko do tyłu.
- Byle coś smutnego, proszę. - powiedział delikatny, melodyjny głos. Wszyscy, jak na komendę, spojrzeli w stronę drzwi. Na ich progu stał brązowowłosy chłopak, ubrany na czarno, co całkowicie do niego nie pasowało. Miał przekrwione od płaczu oczy, a zaschnięte ślady od łez rozmazywały się na policzkach.
Mimowolnie zerknęłam na Olgę, która otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
- Lou, a myślałem, że utonąłeś! - rzucił Zayn, podchodząc do chłopaka. Niemożliwe. TO był Louis?!
- Kim są te młode damy? - Lou zdobył się na wymuszony uśmiech. Odwzajemniłam go ze współczuciem wymalowanym na twarzy.
- Kalina, Julia i Olga. - przedstawił nas krótko Liam, puszczając oko do chłopaka. Ten jednak nawet na swojego rozmówcę. Poruszyłam się niespokojnie. On patrzył NA MNIE. Jego oczy przepełnione były bólem i rozpaczą.
- Zagraj coś. Zaśpiewaj. Proszę. - mruknął Louis, podchodząc do mnie. Jak na komendę, przysunął się do mnie Loczek. No proszę. Niby nie zwraca na mnie uwagi, a teraz...
- Nie ma ochoty, nie widzisz...
- A właśnie, że mam. - powiedziałam donośnie, zaskoczona siłą swojego głosu. Hazza zerknął na mnie niepewnie, ale ja minęłam go i zasiadłam do fortepianu, regulując przy okazji krzesełko.
Z trudem przypomniałam sobie nuty, po czym potarłam palce i zanim się spostrzegłam, ruszyły w tan. Piosenka była smutna, a melodia ciągnęła się, pozwalając, by, podczas gdy śpiewałam, po moich policzkach spływały łzy. (Był to ten utwór: http://youtu.be/XfoaNXHX45o ).
Gdy skończyłam grać, jeszcze długo trzymałam palce na klawiaturze. Pozwoliłam, by po mojej twarzy płynęły łzy. Nagle usłyszałam nad swoim uchem ciche: "dziękuję". Kiedy się odwróciłam, dostrzegłam tylko, jak Louis znika za drzwiami.
Harry otrząsnął się pierwszy. Podszedł do mnie cicho i klęknął obok mnie.
 - Masz piękny głos. Moglibyśmy kiedyś... Coś razem zaśpiewać. No wiesz. W duecie. - szepnął, a ja odgoniłam od siebie obraz z "Nędzników".
 - Och... Dzięki. - mruknęłam zaskoczona. Zaraz po Hazzie podszedł do mnie Niall.
- Wiesz... Taki gatunek muzyki mnie nie kręci... Ale jako pierwsza sprawiłaś, że się poryczałem. Masz, to moja wizytówka. I chusteczka. Jak już się wysmarkasz, możesz sprzedać na Allegro. - mrugnął do mnie blondyn.
Z uśmiechem wzięłam kartonik, pociągając nosem.
 - Jesteście uroczy. - szepnęłam, rozglądając się po sali. Nagle usłyszałam głośne kaszlnięcie Zayna.
- Ej, to idziemy na imprę do pokoju, czy będziemy wszyscy ryczeć?

Dopisek od Autorki

Kochani,
Bardzo dziękuję za wcześniejsze komentarze. Nawet nie wiecie, jak bardzo mi pomogliście. Uwierzyłam, że nie jestem sama i upewniłam się, że zawsze mogę na Was liczyć.
Dziękuję.

sobota, 15 czerwca 2013

Informacja od Autorki

Kochani Directioners!

Postanowiłam napisać ważną informację, a mianowicie chciałabym wprowadzić tu (może niestety...?) pewną regułę, która obowiązuje już na wielu innych blogach.
Zacznę może od końca, żeby Ci, którzy czytania nie są fanami, mogli jak najszybciej skończyć :-).
Bardzo proszę o komentarze. O cokolwiek, jakikolwiek ślad waszej obecności na tym blogu.
Nie macie pojęcia, jakim cudownym uczuciem jest obudzenie się ranem i satysfakcją: wooow,  ktoś chce, żebym pisała dalej!". To naprawdę miłe, a nie boli. Jest mi bardzo, naprawę bardzo przykro i smutno równocześnie, ponieważ moja kuzynka (Julia) uzała, że nie lubi w ogóle czytać i nie ma zamiaru wchodzić na bloga.
Dowiedziałam się tym samym, że przez pewien czas mnie okłamywała, bo zawsze, gdy pytałam jej się o blog, odpowiadała, że wszystko jest świetne, pomysł genialny, a sposób pisania wprost cudowny.
A co odkryłam?
Że ani razu nie tu nie weszła.
Może nigdy takiego czegoś nie przeżyliście, ale uczucie jest straszne. To jest dla mnie cios prosto w serce.
Piszcie, błagam.
Ja naprawdę nie gryzę...!
....tylko połykam w całości. xD
A teraz najważniejsze, bo NOWA ZASADA.

UWAGA

Jeżeli pod ostatnim rozdziałem (II), zbierze się pięć komentarzy, jestem w stanie kontynuować blog. Po prostu będę wiedziała, że kogoś on interesuje.
MOŻECIE SPAMOWAĆ, ale jeśli już to robicie, to NAPISZCIE też CHOCIAŻ ZDANIE NA TEMAT MOJEGO BLOGA! Na pewno się odwdzięczę :-)

Dzięki, że przeczytaliście. Kocham Was.

Wasza na zawsze

Directionerka Kalina :-)

PS: Już wspominałam, że was kocham?

środa, 22 maja 2013

Rozdział II

Nastał w końcu dzień tak przez nas wyczekiwany. Dzień, w którym musiałyśmy stać się idealnymi: musiałyśmy robić po prostu wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę chłopców.
Od rana więc chichotałyśmy, biegając po domu i kontemplując nad swoim ubraniem. Postanowiłam założyć coś słodkiego, ale i odważnego. Julia, która chciała "poderwać" Nialla, zdecydowała ubrać się skromnie, ale olśniewająco.
Przy jej urodzie wyglądanie PIĘKNIE było proste-u mnie szło gorzej. Żółte włosy nie chciały się ułożyć, w drżących, podekscytowanych dłoniach nie mogłam utrzymać lokówki. Cicia, to znaczy znajoma mamy, u której mieszkałyśmy, tylko uśmiechała się szeroko i pomagała nam we wszystkim. Razem z kuzynką darłyśmy się, razem z radiem, "śpiewając" "Kiss you". Ja zaklepałam kwestię Harry'ego, Louisa i Zayna, a Julii został Liam i Niall.
Ale dość tego dobrego. Stanęłam przed ogromną szafą, którą pozapychałam moimi ciuchami. Kuzynka wyszła do pokoju obok, bo jej ubrania miały zarezerwowany inny schowek.
Ze zwątpieniem przerzuciłam tony rzeczy, które jednak nie wydawały mi się ani słodkie, ani odważne. Miałam zamiar przymierzyć króciutką, zieloną suknią, kiedy do pokoju wpadła zdyszana Olga.
 - Kto cię tu wpuścił? - zapytałam ze zdziwieniem. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Twoja ciotka. Teraz jednak nie będę gadać, bo dostałam od mamy suknię. W pasie jest jednak dla mnie za wąska, więc...
- Dobra, pokazuj ją. - mruknęłam, z szerokim uśmiechem na twarzy. Olga wyglądała na kogoś, kto ubiera się modnie i z gracją. A w dodatku była słodka. Miałam więc szansę...
Widok sukni sprawił, że prawie się przewróciłam. Była niesamowita. Idealna. Perfekcyjna. I te wszystkie przymiotniki, które są najlepsze. Cudo.
Miała czarną górę i wiązanie wokół szyi. Reszta była koloru delikatnego różu i zwiewnie fruwała na powietrzu.
Nie panując nad emocjami, opadła mi szczęka. Olga zachichotała. 
- Rozumiem, że ją chcesz, tak?
- Jeszcze.... Jeszcze się pytasz?! Jest wspaniała! - wrzasnęłam, rzucając się dziewczynie na szyję. Olga odsunęła się lekko.
- Nie tak gwałtownie! Ostrożnie! Muszę lecieć do mamy. Mam mieć wyprostowane włosy. - mrugnęła do mnie, po czym wybiegła z pokoju.
Jeszcze raz spojrzałam na suknię.
Chyba nie doceniałam tej "zwykłej" dziewczyny z pociągu.
***
 - Jeśli byście zgłodniały, przychodźcie do domu. W razie czego, kilka...
-...kanapek mamy w plecaku. I jeszcze namiot...
-...i latarkę...
-...komórkę...
-...wszystkie potrzebne rzeczy do życia... - stałyśmy w hallu domu. Właściwie trzymałam już rękę na klamce, i słuchałam pięćdziesięciu kazań "cioci".
Tęga kobieta obdarzyła nas szerokim uśmiechem, a ja po raz ostatni spojrzałam w lustro. Miałam na sobie suknię od Olgi, włosy lekko pocieniowane, kręcone i puszczone luźno. Na głowie świeciła mi się jeszcze "kryształowa" opaska. Buty miałam na koturnach, w tym podeszwa była żółta, a reszta czarna. Ogółem, mogłam być zadowolona ze swojego wyglądu.
Julia też wyglądała pięknie: na jej dłoni błyszczała bransoletka, a ciało okrywała zielona sukienka w kratkę. Ta, którą chciałam wcześniej przymierzyć.
- Idziemy, Julia.
- Właśnie, ciociu.
- Uważajcie, dziewczynki. Żeby któryś z tych waszych chłopców nie zaciągnął was do pokoju, albo Bóg wie co. Założyłyście przecież takie odważne suknie... - zaczęła ciocia, ale przerwałam jej swoim śmiechem.
- Ciociu, właśnie chodzi o to, żeby nas zaciągnęli do pokoju! - wykrztusiłam. Tęga kobieta zmarszczyła brwi w geście: "Ach, ta dzisiejsza młodzież...!". Chichocząc, wybiegłyśmy z domu. Bez trudu trafiłyśmy pod hotel. Stała tam tylko Olga. Pomachała do nas, radosna. Ale ja nie mogłam się ruszyć. Dziewczyna wyglądała ślicznie.
Miała na sobie śliczną, niebieską suknię. Brązowe włosy spięła na bok, a na nogi złożyła czarne buty na koturnach.
Jeśli miałabym wybierać, Olga wyglądała najwspanialej z nas wszystkich.
- No, chodźcie! Co tak stoicie?! Ruchy! Chłopcy już są! Widziałam ich ochroniarza! - moje serce zabiło szybciej. Nie spóźniliśmy się, Bogu dzięki. Nic nas nie ominęło.
- Myślisz, że do nas wyjdą?
- Nie wiem... - mruknęła przygnębiona Olga. - Chyba nie wiedzą, że ktoś tu w ogóle stoi...
***
Miałam dziwny sen. Stałam na stromej górze, Niall jadł ziemniaki, Lou przebrany był za ogromną marchewkę, Liam zaszył się gdzieś z gitarą, Zayn był uwięziony w lustrze, a Harry błagał mnie, żebym nie skakała.
 - Hej? - zachichotał melodyjny głos. Przewróciłam się na drugi bok. Cudownie. Nie ma to jak spać na lodowatej ulicy, a właściwie chodniku. Mamy szczęście, że hotel jest na odludziu i nikt nas nie potrąci. Pamiętałam, jak wczoraj zwinęłyśmy się wszystkie w kłębek i tak zasnęłyśmy, tuląc się do siebie.
- Cześć? Dziewczyny, wstawajcie! Lou, Hazza, Nialler i Zayn na Was czekają!
- Bardzo śmieszne, Julia. Zapomniałaś tylko o Liamie. - wymamrotałam, nie podnosząc głowy z brzuchu Olgi.
- Suknie się Wam wygniotą. Podoba mi się ta różowo-czarna. - mruknął jakiś obcy, lekko zachrypnięty (tak jakby rockowo) głos. Miał taką ciepłą barwę...
- Dzięki. - szepnęłam, ziewając. Nagle poczułam, że moja "poduszka" się podrywa.
- Jasna cholera! - wrzasnęła Julia, służąca mi wcześniej za kocyk. Zaniepokojona otworzyłam oczy i prawie dostałam zawału.
Tuż nade mną, zaledwie parę centymetrów, pochylała się urocza twarz, a brązowo-czarne loczki tej osoby łaskotały mnie w policzki.
Boże. Harry Styles? Nie, mam chyba omamy.
- No, co u Ciebie, śpiąca królewno? Jako ostatnia wstałaś, a wiesz, że nie lubię śpiochów.
- Zamknij się, Styles. Ty i Zayn śpicie najdłużej z całej piątki. A my czuwałyśmy tu do trzeciej w nocy. Jest szósta. - warknęłam, wstając. Nagle upuściłam plecak, który wcześniej podniosłam. Czy ja właśnie nawrzeszczałam na swojego idola? I... Stop. Czy to w ogóle możliwe, że to JEST mój idol?!
-  Jaka ostra! Hazza, lepiej uważaj na takie. - zachichotał Niall, który zjawił się znikąd.
Kątem oka zerknęłam na Julię. Wyglądało na to, że zaraz zemdleje. Horan chyba to zauważył, bo podszedł do niej i wyszeptał coś na ucho. Z trudem opanowałam ciche westchnięcie.
- Eee, chłopczyku! Gdzie się podział Lou? - zachichotał Zayn. Zauważyłam, że na twarzy Olgi wykwitł rumieniec po wzmiance o swoim "ukochanym".
- A, nie wiem. Gdzieś tam rozpacza. Wiesz, po stracie Eleonor.- wymamrotał Harry. Czułam na sobie spojrzenie tych jego niesamowitych zielonych oczu, toteż nie musiałam długo czekać na rumieniec. Odwróciłam wzrok w stronę Nialla. Stał, obejmując delikatnie słaniającą się na nogach Julię. Pewnie od nadmiaru emocji. Biedak, nie zdawał sobie sprawy, że tym "małym" gestem tylko przyspiesza jej mdlenie.
 - Dobra, nie ważne. Spodziewałem się większego tłumu przed hotelem... - powiedział Louis. Jako pierwsza odzyskałam głos.
 - Na twitterze podano błędną informację dotyczącą waszego pobytu. - odparłam nieco zachrypniętym głosem. Chłopcy uśmiechnęli się do mnie. Świetnie. Najwyraźniej stwierdzili, że jestem w miarę normalna. Nawet nie wiecie, jak się mylicie, kochani!
- W sumie, to nawet dobrze, że jest nas tak mało. Dzięki temu ochrona pozwoli nam zrobić małą imprezkę w pokoju. Wpadniecie? Kreacje wieczorowe już macie. - rzekł Liam. Spojrzała w stronę dziewczyn. Obie pokiwały lekko głowami, w wielkim szoku. Super. Robiłam za tłumacza.
- Jasne. - wydusiłam. Harry odszedł ode mnie. Posłałam mu zdziwione spojrzenie, ale zacisnął tylko wargi. O...Key? O co mu tym razem chodzi? Najpierw zastrasza mnie na śmierć, a teraz olewa? Tylko tak dalej, Hazza. Trzymam kciuki.
Niall klasnął w dłonie, zdejmując ręce z bioder Julii.
- Ekstra! Chodźcie za nami! A właściwie, to jak macie na imię?
- Eee... Julia.
- Yym... Olga.
- Nie znacie imienia swojej żony?! Jestem Kalina! - zdobyłam się na marny żart, ale chłopcy i tak wybuchli śmiechem, zarażając przy okazji naszą nierozłączną od dziś trójkę.

Dopisek od Autorki
Hej! Przede wszystkim baaardzo dziękuję za miłe komentarze poprzedniego rozdziału. No i za 100 wejść na bloga! Kocham Was ^^
Przepraszam, że rozdział tak późno dodany, ale mam też nadzieję, że mi wybaczycie i będziecie zadowoleni z akcji. 1D! W końcu! xDD Sama nie mogłam się doczekać ^^ Ważna rzecz: Harry NAPRAWDĘ lubi różowy i czarny. I gustuje w brunetkach, a Kalina jest blondynką.
No, to na tyle!
Wchodźcie, komentujcie, żyjcie, kochajcie One Direction... I co tam jeszcze chcecie!<3
Pozdrawiam,
Kalina <3
PS: Na koniec dodam suknie dziewczyn! Dodatkowo powiem, że wszystkie trzy: Olga, Julia i Kalina wyglądają jak te "laski" na obrazkach xD
OLGA
 

JULIA



 KALINA
 

poniedziałek, 13 maja 2013

Rozdział I

 - Kalina? Kalina, co jest grane? Przecież muszę wiedzieć. - zza drzwi mojego własnego pokoju dobiegały mnie krzyki, ale nic sobie z tego nie robiłam. Właściwie, to ryczałam tylko w poduszkę, od czasu do czasu kontaktując się z Julią; wtedy płakałyśmy we dwie. Zawsze raźniej, no nie?
 - Nic! - zaszczyciłam swoją długą wypowiedzią, ocierając łzy. Chyba zbiornik mi się skończył.
 - Obie z kuzynką nie chodzicie do szkoły. Chcę wiedzieć, o co chodzi. - krzyknęła zdenerwowana mama. W odpowiednim momencie zrozumiałam, że muszę jej powiedzieć.
Z cichym westchnieniem otworzyłam drzwi. W progu stała wysoka, szczupła kobieta, opierając dłonie na różowym szlafroku. Uniosła w górę brew.
Dzięki, mamo. Bardzo mi pomagasz.
 - Kojarzysz może One Direction? - zaczęłam niepewnie, wiedząc, że i tak się nie pokapuje.
 - To ten zespół, którego nie możesz przestać słuchać? Co ci faceci mają takie cieniutkie głosiki?
 - No... Powiedzmy, że zgadłaś. Ale nie do końca, bo Liam i Harry... To znaczy Payne i Styles...
 - Dziewczyno, weź się uspokój i opanuj troszkę. - mruknęła niecierpliwie, na co odpowiedziałam triumfalnym uśmiechem.
 - Przyjeżdżają do Polski.
 - To czemu płaczesz? Możesz kupić bilet i jechać gdzie chcesz, tylko mi tu nie smęć. Poproszę też ciotkę, to puści Julkę i będziecie mogły ruszać bez nas. Jest w Łodzi, czy w Warszawie?
 - W Warszawie. Ale ja nie mogę jechać. - szepnęłam cicho, chowając twarz w dłoniach. Był to mój sprawdzony sposób na powstrzymanie łez (zresztą, Julii także). Mama spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Nagle dostrzegłam w jej niebieskich oczach błysk zrozumienia, a ona sama podeszła do mnie i przytuliła lekko.
 - Nie ma biletów?
 - Wyprzedano je w minutę. W MINUTĘ, rozumiesz? - powiedziałam, przy czym zadrżał mi głos. No świetnie. Zaraz będę miała atak histerii.
-  Ciii, tylko spokojnie. Zawsze jest jakieś wyjście. Osobiście za nimi nie przepadam, ale...
- Ale? - momentalnie przerwałam mamie, wyswabadzając się z jej objęć. Jest nadzieja! Może mama dzięki swoim znajomościom, załatwi nam pierwszy rząd! Albo kulisy!
- ...Ale wiem, że to dla Was ważne. Możecie tam jechać. - powiedziała triumfalnie, zadowolona z siebie. Mnie było stać jedynie na face palm.
- Mamo! Czy ty w ogóle słuchałaś tego, o czym mówiłam?! BILETÓW NIE MA. Sprzedano je. Szukałam na Allegro, ale Directioners zrobili swoje, więc...
- Nie zapędzaj się, kochana. Czy ja mówiłam o koncercie? - mrugnęła do mnie. Zły znak. Teraz powinnam szybko zrozumieć, o co jej chodzi, bo inaczej się wkopię. Zmarszczyłam czoło. Skoro nie chodzi jej o koncert chłopaków, to może...
 - Hotel? Serio?
- Pokoje są wszystkie wykupione...
- Można wykupić hotel?
- Jak masz dużo kasy, to tak. Kontynuując. Możecie dniami i nocami stać pod ich chwilowym domem, drzeć się i co tam chcecie. Postaram się z ciocią załatwić wam nocleg w jakimś hotelu nieopodal, chociaż pewnie są zapchane... Ale moja przyjaciółka z pracy mieszka dosłownie dwieście metrów od tego hotelu. Co ty na to? - O boże. Znajomości mamy już nie raz uratowały mi skórę. Nie miałam pojęcia, że uratują też moje serce!
Niewiele się namyślając, rzuciłam się jej na szyję. Czasem dobrze jest mieć mamę-biznesmenkę.
 - Dzięki, dzięki, dzięki dzięki! - wykrzyczałam prosto w jej twarz. Ilu znacie rodziców, którzy mało że nie pojadą z tobą z Poznania do Warszawy, to jeszcze spakują ci namiot i masz spać pod hotelem swoich idoli? Ja znam tylko dwie kobiety: matkę mojej kuzynki i tę wysoką blondynkę, która właśnie stała przede mną, zadowolona z mojego szczęścia.
 - Nie ma sprawy. Leć powiedzieć Julce. Tylko usiądźcie, i starajcie się nie ogłuszyć sąsiadów swoimi piskami! - wykrzyknęła jeszcze, zanim zniknęłam za progiem, ubrana jedynie w pidżamie.
***
 - Niall na żywo, Niall na żywo, Niall na żywo...
- Harry, Harry, Hazza, Harry, Harry, Hazza...
 - Liam...
- Louis...
 - Zayn...
 - One...
 - DIRECTION! - wybuchłyśmy śmiechem.  Pociąg do Warszawy zapełniony był Directioners, które darły się, zapoznawały i co chwilę gadały o 1D.
 - Którego lubicie? - zapytała nas średniego wzrostu dziewczyna o brązowych, prostych włosach. Spojrzałam na nią z szerokim uśmiechem na ustach. Podobnie postąpiła Julia.
 - Lovciam Nialla. - przyznała się kuzynka.
 - Trudno wybrać, ale kocham Harry'ego. - zachichotałam. Brunetka wyszczerzyła zęby.
 - Ja tam oddaję cześć Lou.
 - Fajno, nie będziemy się kłóciły przy wyborze chłopaka. - podsumowałam z uśmiechem. Obie dziewczyny wybuchły śmiechem. Ogólnie, w pociągu było wesoło. Tylko konduktor miał nietęgą minę.
 - Olga jestem.
 - Julia.
 - Mówią na mnie Inia, czyli jestem Kalina, ale nie brzmi to fajnie po angielsku, a innej ksywki nie mam, i właśnie się zastanawiam, jak się przedstawić Harry'emu. - powiedziałam na jednym wdechu. Dziewczyny popatrzyły na mnie jak na wariatkę, przy czym wybuchłam śmiechem.
 - Obczaj, jak to brzmi. I'm Olga. I'm Juliett. And I'm Kalina. - wydusiła Olga, czerwona ze śmiechu. Uniosłam brwi w stylu mamy.
 - Idziesz na koncert?
 - Nie, zabrakło biletów. Mam zamiar nocować gdzieś pod ich hotelem.
 - My też. Głupio wyszło, no nie? - powiedziała Julia. Pogrążyłam się w myślach. Mogłam przewidzieć, że nie będziemy jedynymi fankami czekającymi pod hotelem. Idiotka.
W każdym razie niedługo po tej rozmowie dojechałyśmy na miejsce. Zaprzyjaźniłyśmy się z Olgą i postanowiłyśmy spotkać się pod mieszkaniem chłopców pojutrze o piętnastej. Jutro cały dzień nie byli obecni (powód: koncert), toteż bez sensu było tam tak stać. Zdziwiło nas to, że brunetka wspominała coś o Gołębiewskim, podczas gdy chłopacy nocowali przecież w "Midnight". Dziewczyna powiedziała, że w takim razie na tt była zmyła. Zaśmiałyśmy się, dosyć wrednie, że pod hotelem będziemy same, a reszta rozwrzeszczanych fanek będzie czekała przed Gołębiewskim.
W końcu dojechaliśmy. Directioners wybiegały drzwiami i oknami, ale my wyszłyśmy na samym końcu. Kultura przede wszystkim.
Na dworcu zobaczyłam tęgą kobietę, aczkolwiek o miłych rysach twarzy, która trzymała karteczkę z naszymi imionami. Raźnie ruszyłyśmy przed siebie, chłonąc każdy zakamarek dworca.
***
DZIEŃ PÓŹNIEJ
 - Piszą na Twitterze podziękowania. Ktoś rzucił w Nialla bigosem, toteż ten ma na policzku lekkie poparzenie. Wszystkich zdziwiło to, że zlizał potrawę z apetytem i domagał się dokładki, którą zresztą dostał. Liam powiedział "Thanks Poland", Louis ściągnął Harry'emu koszulę, ale chłopak miał pod spodem drugą bluzkę. czego nie można było powiedzieć o Zaynie... - pochyliłam się nad monitorem, czytając wpisy Directioners i chłopców na Twitterze. Było po 23, ale nie mogłyśmy zasnąć. Parę razy dzwoniłyśmy do Olgi, która również narzekała na bezsenność. Pewnie zbyt dużo emocji.
- Szkoda, że tego nie widziałyśmy.
- Chłopcy zostaną jeszcze na tydzień. Zobaczymy ich.
- Mam nadzieję.
- Na pewno. Marzeń nie mogą nam wykupić.

DOPISEK OD AUTORKI
Hej, to pierwszy rozdział. Czekaliście długo, bo tydzień, ale nie miałam czasu; szkoła. Mam nadzieję, że było warto. Z góry mówię, że w rozdziale nie zmieściłam tego, co miałam zmieścić. A mianowicie chłopców. Ale możecie się ich spodziewać już za tydzień, w rozdziale drugim. Wtedy rozkręci się jakoś na nudna akcja.
I na koniec, taki deserek: chciałabym podziękować Wam za ponad pięćdziesiąt wejść i dziewięć komentarzy! Jesteście niesamowici! Prawdziwym dla mnie powietrzem. Bardzo dziękuję; jesteście wspaniali!
See u later!
Kalina xx



poniedziałek, 6 maja 2013

Prolog

 Wybiła godzina dwunasta. W zasadzie, to nie mam pojęcia, o co come on z tą moją idealną punktualnością. Co chwilę zerkam na zegarek, a przecież czasu nie powinno się liczyć, bo to ponoć przynosi pecha. Znaczy się, mniej życia pozostaje.
Osobiście nie wierzę w zabobony, ale wierzę ludziom. Co znów nie jest takie wspaniałe, bo bardzo łatwo mnie okłamać, czy mną manipulować.
Ha, na razie jedynymi ludźmi, którzy mnie zahipnotyzowali, była grupa pięciu uroczych chłopców, a mianowicie popularny boysband, One Direction.
I wygląda na to, że dałam im się omamić, choć oni nie wiedzą o moim istnieniu, albo nawet gorzej: wiedzą, ale nic z tym nie robią.
Życie gwiazd jest okropne. Wczesne wstawanie (choć znam paru śpiochów. W tym zespole również), kąpiel, jedzenie, praca, praca, praca, praca, powrót do domu, padnięcie na łóżko i ostatni, najważniejszy punkt-spanie. Ale nie takie zwyczajne! Jeśli ktoś myśli, że cokolwiek w życiu gwiazdy jest normalne, to się normalnie myli. Jeśli potrafisz spać przez jedynie trzy, czy cztery godziny, to gratuluję: właśnie zdałeś połowę egzaminu na "bycie idealnym celebrytą". Jeeeeej, brawooo!
Osobiście należę do osób, które leżą w łóżko cholernie długo i nie potrafią podnieść nogi po przebudzeniu.
Tak było też dzisiaj. Tyle, że spałam, ale KTOŚ musiał mnie w końcu obudzić.
KTOŚ, czyli dzwonek telefonu. A dokładniej moja cudowna, choć momentami nierozważna kuzynka, Julia.
Gdy rozległ się głos Stylesa, czujnie uniosłam głowę i cicho westchnęłam, po czym znów opadłam na poduszkę. Znów ten dzwonek. Muszę ustawić jakiś inny. Ze złością chwyciłam komórkę i nacisnęłam zielony przycisk.
 - Haaaalo? - wymamrotałam, przymykając oczy. W tle dobiegł mnie dźwięk włączonego odkurzacza.
- No cześć, to ja! - zaświergotała dziewczyna. Potarłam nos i ziewnęłam potężnie.
 - Słyszę. A teraz przepraszam, ale muszę dokończyć mój cudowny sen, w którym brałam ślub z Harrym. - mruknęłam, ustawiając na głośnomówiący. Bez sensu, bo po chwili skrzywiłam się i zmieniłam na powrót na tryb cichy.
- GOOOLFIE, Inia cię zdradza! - wydarła się. Mimo wszystko uśmiechnęłam się pod nosem. Golfie był ślicznym retriverem Julii, z którym postanowiłam wziąć w przyszłości ślub. Zamierzałam albo wyjść za Stylesa, albo za jej psa. Wolałabym to pierwsze, tak szczerze mówiąc.
- Zamknij się, błagam, i pozwól mi w spokoju odpowiedzieć "tak"! - wydarłam się ochryple do słuchawki. Kuzynka zachichotała, zapewne pełna satysfakcji. Przewróciłam oczami. Bosz, co za dziewczyna. Wariatka, kochająca siatkówkę i Nialla Horana, również znanego piosenkarza z 1D. Zmarszczyłam brwi. W sumie, to jesteśmy praktycznie identyczne. I praktycznie nierozłączne.
- Oooou, to widzę, że tam gorąco! Poczekaj, ściągnę kurtkę. Nawet tutaj czuję te emocje! - oczyma wyobraźni już widziałam, jak przewraca się ze śmiechu. Westchnęłam ciężko.
- Taaa, bardzo śmieszne. Spokój proszę. Harry nie lubi, jak fanki wrzeszczą mu prosto w twarz.
- A robię to? - zapytała dziewczyna, nagle zbita z tropu. Teraz to ja zachichotałam.
- W moim śnie: owszem. Więc wybacz, ale...
- No, wstawaj, leniu. Harry stoi pod domem, a ja nie umiem za bardzo po angielsku. - przyznała się dziewczyna. Niewiele się namyślając, wyskoczyłam z łóżka, nie słuchając dalej. Wcisnęłam się w długą, czarną tunikę z różowymi wzorkami, bo pamiętałam doskonale, że Styles lubi dziewczyny w "pinku" i "blacku". Wciągnęłam ciemnoniebieskie jeansy i wleciałam do łazienki, o którą męczyłam rodziców, i w końcu dostałam wymarzoną dobudówkę z własną toaletą. W try miga rozczesałam swoje złote, a właściwie w kolorze siana (niestety proste) włosy i w błyskawicznym tempie zakręciłam mocno lokówką. Oparłam się o kran i odetchnęłam z trudem, po czym spojrzałam w lustro.
Niedobrze.
Na policzkach wykwitły mi rumieńce podniecenia, których tak łatwo się nie da pozbyć. Trudno, najwyżej zniszczę sobie życie. Rzęsy przejechałam mascarą i z dumą stwierdziłam, że nie wyjechałam poza bladą, praktycznie bladą jak śnieg (nie licząc czerwonych raków) twarz. Może zdarzyła się jakaś maleńka kreseczka, ale trudno. Grunt, że przy oczach, których tęczówki powiększyły się mocno, podkreślając ich różnokolorowość.
Tak, wiem, mam dziwaczne oczy. Zielone, szare, piwne i błękitne. To jest nienormalne, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Ale może dzięki temu Harry zwróci na mnie uwagę. A on ma takie śliczne, zielone oczy...
Dobra, dość zachwycaniem się kimś, kto stoi pod domem kuzynki.
Pamiętając, że chłopaki nie lubią tony makijażu, nałożyłam tylko różowy błyszczyk.
Z dumą stanęłam przed lustrem, patrząc bacznie na moją szczupłą, ale nie chudą sylwetkę. Chwyciłam perfum, którego nazwy nigdy nie mogę zapamiętać, i psiknęłam dwa razy.
Gotowa.
Wybiegłam z domu, nawet nie informując rodziców. Zawsze o tej godzinie byli w pracy, więc  bez sensu drzeć się na cały głos w ich poszukiwaniu.
Zresztą, daleko do Julii nie miałam. Właściwie, to mieszkała naprzeciwko, ale cóż...
Kiedy tylko otworzono mi drzwi, wbiegłam do środka, rozglądając się nerwowo.
 - Już tu jest, wzięłaś go do kuchni, dałaś mu pić, albo jeść?! Boże, przecież on musi być wyczerpany, a ja mu się narzucam! W takim razie może wyjdę, a gdy on odpocznie, ja... - zaczęłam biegać po korytarzu, wymachując rękoma jak wariatka. W pewnym momencie dziewczyna wybuchła śmiechem, więc przerwałam i spojrzałam na nią spode łba.
 - Harry'ego... Ha... Tu... Nie ma go tu! - wychlipała przez łzy śmiechu. Usiadłam na podłodze. Za dużo emocji. Udałam obrażoną, podkulając nogi.
 - Jak... Jak to nie ma?
- No... Normalnie. Ale miałaś minę! Szkoda, że nie miałam przy sobie aparatu... Poza tym, chyba nie wyszłabyś na spotkanie swojego idola w czymś takim! - zachichotała dziewczyna. Teraz, to już się wkurzyłam naprawdę.
 - Harry lubi róż i czerń. - wymamrotałam, bawiąc się złotymi lokami. Julia wytrzeszczyła oczy i wskazał na moje stopy. Spojrzałam na swoje obuwie... I zamarłam. Miałam na sobie różowe kapcie w króliczki! Styles pękłby ze śmiechu. Podobnie jak MY teraz.
 - Ale... Miałaś... Wyglądałaś... I ten żart... - nie mogła wykrztusić. Nagle otworzyłam szeroko usta i wskazałam kogoś niewidzialnego za nią. Dziewczyna popatrzyła na mnie niezrozumiale.
 - Patrz... Tam... Niall! -  wyszeptałam, zachrypniętym głosem. Chcę iść na studia aktorskie, bo tylko to mi w życiu wychodzi. No i wymyślanie tysiąca sposobów, jak poderwać "Lokowatego" z 1D.
 -  Boże, dobrze wyglądam?! - wrzasnęła Julia i zaczęła biegać po korytarzu jak ja wcześniej. W jednej chwili obie wybuchłyśmy śmiechem. Kocham ją za to. Naprawdę kocham.
 - Idziemy do pokoju? - zapytała kuzynka, stojąc już na schodach. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Jaaasne, ale najpierw to ja sprawdzę Twittera. - powiedziałam, wyprzedzając ją szybko i wbiegając do pokoju. Ledwo co usiadłam przed laptopem, usłyszałam, jak drzwi się zamykają. Julia usiadła obok, wpatrując się w monitor.
 -  Co piszą?
- Właściwie, to nic nowego. Niall to... Niall tamto... Zayn to... Zayn tamto... Ten się rozstał z tą...
 - To wspaniale! Chociaż nie... Bo to ona zerwała z nim... A on ją kochał... A chcę dla niego dobrze... Ale w sumie jestem okrutna... Więc... Mam szansę u Louisa!  - wykrzyknęła dziewczyna, na co obie wybuchłyśmy salwą śmiechu. Po chwili, gdy już uspokoiłyśmy się wystarczająco, powróciłam do czytania newsów.
- Patrz, Harry aktualnie jest wolny...! O, Niall też! - wykrzyknęłam z uśmiechem.
 - Żadna niespodzianka. - wyszczerzyła się Julia.
- Taaa, ale u Harry'ego to nowość. - mrugnęłam do niej porozumiewawczo.
Reszta ciekawostek była podobna, ale zaciął nam się laptop, więc musiałyśmy odczekać jakieś pół godziny, grając tradycyjnie w planszówki. W końcu powróciłyśmy do komputera... I zamurowało nas.
Ostatnie tweety wszystkich chłopców brzmiały:
Niall:
Oh my god, we come to Poland!
Louis:
I don't belive. Poland! God!
Harry:
I want to see... Poland. What do u think about this? xx
Zayn:
Poooooland, Poooooland, Poooooland, I love Poooolish fans!
Liam:
Six words: We... Go... To... the... Polish fans! Yeah!

Nie wiedząc, co robię, wypuściłam z rąk laptopa. O boże. Podczas gdy my rżnęłyśmy w karty, oni podjęli taką decyzję!
Julia była bardziej opamiętana. Chwyciła laptopa w locie i wpisała adres strony, na której można było zakupić bilety. Drżącymi rękoma poprawiłam tunikę i spojrzałam na ekran.
Jak byście się czuli, gdyby jeden napis mógł zmienić całe wasze życie?
TICKETS ARE SOLD OUT
...bo ja nie mogłam powstrzymać łez.

Dopisek od autorki
 No czeeeeść! Fajnie Was poznać. Wiem, że blog nie zyska popularności, ale nie mogłam wytrzymać i musiałam, dosłownie musiałam go założyć. Historia, którą tu opisuję, jest moim wymysłem, aczkolwiek postaci i ich zachowania są jak najbardziej prawdziwe. xD
Istnieje Julia, która jest kuzynką Kaliny. Obie są do siebie bardzo zbliżone, i obie szaleją na punkcie 1D. Obie SZALEJĄ na punkcie 1D, aczkolwiek ta Inia bardziej. Skąd wiem? Eeee... Powiedzmy, że jesteśmy bardzo blisko. Naprawdę blisko. Właściwie, to jesteśmy jedną osobą. xD
Dla kogoś, kto nie do końca łapie się w angielskim, słowa TICKETS SOLD OUT oznaczają, że BILETY ZOSTAŁY WYPRZEDANE, a słowa chłopców głównie mówią o tym, że kochają polskich fanów i chcą (i będą) jechać do Polski.
Ogółem rozdziały będą pojawiały się ok. co tydzień. Czasem z lekkim opóźnieniem, a czasem wyprzedzeniem. Mam nadzieję, że ktoś tu będzie regularnie zaglądał <3
Dziękuję za przeczytanie, albo i nie przeczytanie tego rozdziału, xD
Kalina :-)